wtorek, 24 marca 2020

Zakościele wspólcześnie

Przyznam, że miałam okazje być przejazdem w Mościskach i Zakoscielu ponad 15 lat temu......  Ubolewam nad tym, że nie miałam aż takiej świadomości pewnych rzeczy, jak teraz.
Być może Bóg pozwoli, abym wróciła tam i ponownie ujrzała na własne oczy ten mój raj utracony.

Tymczasem pozostają mi wędrówki wirtualne ... czasem, gdy dziecię  śpi krążę po różnych miastach, dziś byłam jednak w Mościskach i Zakościelu ponownie.

Pokażę cudeńka, które już jakiś czas temu chciałam pokazać.
Trochę oddaje to klimat sprzed 80 lat, kiedy jeszcze moja babcia będąc 20-latką spacerowała po "gościńcu ".  Pamiętam, jak opowiadała, że wzdłuż głównej drogi  rozlokowane były cienkie i długie działeczki, każdy najpierw miał sad, czy ogród, a daleko w głębi stały piękne domki każdej z rodzin.
Widać to jeszcze na zdjęciach niektórych.  Widać też niestety, ze wkracza nowoczesność i wątpliwej urody nowoczesna, kolorowa architektura... (tak jak jest teraz w PL)!





Pokażę również piękną figurkę Michała Archanioła:




Z bliska : Zdjęcie z FB:
Strona Parafii w Mościskach - link. 
Robi wrażenie, trzeba przyznać !



I kilka piękności, które mnie zachwyciły :







Dawna  Szkoła Galicyjska , zbudowana w 1912 roku.
W tej chwili  budynek służy jako dom  mieszkalny :
(Ciekawe jak wyglądał w latach swojej świetności ?) 






I najpiękniejszy z budynków, który mam nadzieję jeszcze dziś stoi :






Czyż nie jest wyjątkowo uroczy ?

;)


Jeszcze pokażę piękne zdjęcie, które otrzymałam kila dni temu, przedstawiające  kapliczkę na Zakościelu, nazywaną "Figurą Letniowskich" !
Chętnie dołączę jeszcze inne ze zbiorów czytelników, jeśli tylko macie państwo inne zdjęcia, które chcielibyście pokazać miłośnikom Zakościela, zachęcam, aby się ze mną nimi podzielić.



niedziela, 22 grudnia 2019

Winiarscy z Zakościela. Jan Winiarski (1877-1960)


Dzięki uprzejmości Pani Izabeli, chciałabym pokazać  piękne zdjęcie rodziny Winiarskich.







Na zdjęciu, w samym centrum znajduje się pradziadek Pani Izabeli, Pan Jan Winiarski.
Jej dziadkowie siedzą obok Niego : Franciszek i żona  Maria. 

I raz jeszcze rzędami:

W górnym rzędzie od lewej:
dzieci: tata  Michał (1935-1979), Jadwiga(1938), Kazimierz (1934-1992), Stanisław(1941).
II rząd: (od lewej ) :dziadek  Franciszek (1904-1980), Pradziadek Jan Winiarski(1877-1960) (ojciec Marii),  babcia Maria(1907-1995) (Franciszek i Maria : Byli małżeństwem od 10.02.1933)
III rząd: dzieci Basia(1949-2011), Władysław (1944-1998), Bronia(1946).


Zdjęcie zrobione około 1956 roku. 

Na tej fotografii brakuje żony Pana Jana Winiarskiego, ale mamy do dyspozycji dzięki uprzejmości rodziny jej zdjęcie: 
Pani Katarzyna Winiarska (z domu Rabiej ). 










Na zdjęciu poniżej – Franciszek Winiarski  z synem Władysławem.






Maria Winiarska:





I na ostatnim zdjęciu dziadek Franciszek ze swoimi dziećmi: (od lewej)  Bronisława, Władysław i  Barbara:






Dziękuję Pani Izabelo ;)

piątek, 13 grudnia 2019

Jan Bułka. Rzeźbiarz.


Chciałabym Wam pokazać książkę, którą posiadam, o rzeźbiarzu  Janie Bułka. 
Urodził się on w 11 września 1936 roku w Mościskach.

Co w niej znajdziecie? Pięknie opisane miejsca (znane mi również z opowieści mojej ukochanej babci ) -np: Błonia w okolicach kościoła Św. Michała w Zakościelu. 

Nie jest to jakaś kronika, nie ma tu za dużo dat, nazwisk i stricte historii. Bardziej są to wspomnienia o magicznych miejscach, ludziach, których Pan  Jan spotkał, jest dużo magii, religii, tradycji, jedzenia, historii o sąsiadach, o pierwszej wystawie, o trudnych czasach wojennych. 

Ciepły, fajny styl pisania, który mi przypadł do gustu. 










Polecam wszystkim miłośnikom Zakościela, Mościsk i ogólnie Kresów, aby się z tą pozycją zapoznać. Książeczka ma  80 stron, i spokojnie można się nią zająć w jeden zimowy wieczór. 

Szperając  po "Internetach", dowiedziałam się, że Pan Jan Bułka mieszkał i założył rodzinę w Warszawie. Wraz z żoną - Hanną mieli 5 dzieci. Pan Jan był inżynierem, wynalazcą, pracownikiem naukowym Politechniki Warszawskiej. Cały swój wolny czas oddawał swojej wielkiej pasji - rzeźbieniu w drewnie. 

Oto jeszcze kilka zdjęć Pana Jana Bułki:










Pokażę jeszcze kilka jego rzeźb, są naprawdę piękne :









piątek, 22 listopada 2019

Siedmio-klasowa Publiczna Szkoła Powszechna Żeńska im. królowej Jadwigi w Mościskach. Oryginalne świadectwa szkolne, rocznik 1931-1933.

Czy w dzisiejszych czasach absurdalnego RODO było by do pomyślenia, aby na  świadectwie szkolnym podawać jawnie wyznanie religijne ? Otóż, jak za chwilkę zobaczycie uczniowie szkoły w Mościskach nie mieli się czego wstydzić, i na pierwszej stronie świadectwa szkolnego była adnotacja, że  wyznają wiarę Rzymsko-Katolicką. Warto dodać, że w tamtych czasach była religia jeszcze przedmiotem szkolnym, ale już kilkanaście lat później tak nie było...

;)

Chciałbym Wam pokazać jak wyglądały świadectwa szkolne ze Szkoły Podstawowej w Mościskach, do której uczęszczali szczęśliwi uczniowie z samych Mościsk, ale również z pobliskich wiosek, jak własnie z Zakościela.

Jestem niezwykle podekscytowana tym, że mogę Wam to pokazać, są to  bezcenne dokumenty rodzinne, jednak na tyle fascynujące, że nie umiem nie podzielić się z Wami tymi skarbami. Tym bardziej, że po  Waszych e-mailach wiem, że bloga czyta bardzo dużo osób.

Czego się dowiadujemy z tych dokumentów?

Nauczycielką była Pani Konstancja Rayssówna. Na pewno wspaniały pedagog i wielka patriotka.
(O niej być może jeszcze kiedyś napiszę ).

Dyrektorem w latach 1931-32 była kobieta (!) -  Karolina Chełmińska.

Przedmioty - jak widać również na  zamieszczonych zdjęciach, były nie tylko teoretyczne. Oprócz dwóch (!) języków obcych - ruski oraz niemiecki, rachunków,  przyrody, geografii czy historii,  uczniowie uczęszczali jeszcze na rysunek, roboty ręczne, śpiew,  ćwiczenia cielesne oraz roboty kobiece! Jak za chwilkę Wam pokażę, ten ostatni przedmiot był tylko dla dziewczyn.
Ciekawe, co to takiego było?

Oto świadectwa szkolne mojej babci - Alfonsy Kocur.







Jak widać moja babcia należała do  najzdolniejszych ze szkoły. ;)

Następne świadectwo z kolejnego roku 1932/1933:




I kolejne, jakie posiadam to już świadectwo ukończenia szkoły,




Na tym nie kończy się moje archiwum ;) Do tej samej szkoły bowiem uczęszczał mój dziadek - Ludwik Skotnicki.




I już ten zabytek, został podpisany w roku 1927.


A to powyżej to już jest świadectwo ukończenia Publicznej Szkoły Dokształcającej Zawodowej w Mościskach,  z roku 1933! Oceny na poziomie, wiadomo, po kimś to mamy we krwi ;)

W najbliższej przyszłości będę krążyć wokół tematu edukacji. Jeśli ktokolwiek z Państwa ma jakieś informacje, zdjęcia, dokumenty, które warto ocalić i pokazać światu, to zachęcam do kontaktu!


czwartek, 10 maja 2018

Ludwik Skotnicki, mój dziadek



To będzie początek wpisu o moim dziadku - Ludwiku Skotnickim.

Na razie pokażę tylko jeden skarb - legitymacje zbowid.

wtorek, 3 stycznia 2017

Narodziny dzieciątka


Witam,
przez ostatnich kilka miesięcy rzadko tu zaglądałam, jednak mam na to usprawiedliwienie - otóż w naszej rodzinie pojawiło się nowe dzieciątko, które pochłania bardzo dużo czasu, ale jest dla nas wielka radością ;))) Nowe posty pojawią się niebawem, bowiem dostaję wciąż mejle i widzę, że coraz więcej ludzi tutaj zagląda i szuka informacji o swoich przodkach. Pomyślałam, że ten blog wcale nie musi być tylko o mojej rodzinie, przecież chodzi tu o całą miejscowość !!! Jeżeli ktoś z waszych dziadków lub pradziadków stamtąd pochodził i macie zdjęcia , którymi chcecie i możecie się podzielić z innymi , aby zachować pamięć o przodkach i o ludziach, którzy kiedyś zamieszkiwali to magiczne Zakościele i okolice  - piszcie do mnie. Przecież chodzi o to, aby ocalić wspomnienia a to bardzo ważne !!!

pozdrawiam serdecznie ;)

MS

piątek, 8 kwietnia 2016

Śluby i wesela




Wykorzystam jeszcze raz to zdjęcie, choć wiem, że się pojawiło już jakiś czas temu... Jest jednak najlepsze "ślubne" zdjęcie jakie mam. A dziś chcę pisać o zwyczajach weselnych, więc zwyczajnie fajnie będzie to obejrzeć jeszcze raz.

Dzisiejszy wpis będzie właściwie streszczeniem jednego z rozdziałów jedynej w swoim rodzaju kroniki (lub monografii ). Kilka lat temu dzięki uprzejmości Pana Marka Gawlika mogłam to cudo sobie wydrukować i przeczytać.  Ten wydruk został przejrzany praktycznie przez każda osobę z mojej rodziny. Dla mnie jest to jedna z najcenniejszych "książek" jakie mam. Autorem tych wspomnień jest Alojzy Winiarski.





W dawnych czasach więc zakochani nie mogli się pobrać wcześniej niż przed ukończeniem 24 roku życia. Czasem były wyjątki, wtedy ojciec młodego lub młodej musiał poświadczyć za nich i był też prawnie odpowiedzialny za nowożeńców.

Małżeństwa były najczęściej aranżowane, czyli rodzice mieli dużo do powiedzenia w kwestii zakładania nowej rodziny. Zaczynano od tego, że rodzice młodego lub młodej szli oglądać gospodarstwo przyszłej drugiej polowy. Jeżeli to przebiegło pomyślnie to po jakimś czasie udawał się młody z kimś z rodziny (ze starostą) do rodziców panny młodej. Zadaniem starosty było załatwienie formalności i wybadanie czy go chcą rodzice młodej i ona sama. Jeśli tak wypijano na zgodę kieliszek wódki. Zdarzały się też odmowy , wtedy młody bywał namaszczony przez matkę miotłą umaczaną w gnojówce... (uff - ciężko mieli...) ;) Zazwyczaj jednak sprawy toczyły się dobrze i rodzice umawiali się na najbliższą sobotę aby dać na zapowiedzi. Przy zapowiedziach ksiądz przepytywał dokładnie młodych z pacierza i znajomości katechizmu. Niektórzy byli przepytywani po 3 razy..;)

Ciekawe było to, że te kilka razy od zapowiedzi do ślubu dziewczyny mogły pokazywać się w kościele bez chusty. Tylko w tym okresie zaręczyn chodziły do kościoła w warkoczach i wiankach na głowach.






Tutaj też połowa, ale zdjęcia ślubnego z rodziny Skotnickich. Nie wiem niestety czyj to był ślub. na górze drugi od lewej strony jest mój dziadek - Ludwik Skotnicki.


Na weselu nie było tyle przysmaków jak dziś - podawano chleb pszenny i pierogi i piwo. Nie było wcześniej wódki na weselach.
Dzień przed weselem koleżanki panny młodej robiły jej tradycyjne pożegnanie - dzisiejszy wieczór panieński.

W dniu ślubu młody przyjeżdżał ze starostą po pannę młodą. Ubiory były tradycyjne lniane , potem zakładano też fabrycznie robione ciuchy. Panna młoda ubrana na biało lub różowo z wiankiem z mirtu lub rozmarynu. Przed wyjściem do kościoła rodzice błogosławili młodych. Ślub odbywał się podczas porannej mszy. Potem młodzi i goście jechali do domu, gdzie jedli śniadanie i potem obiad. i bawili się i pili piwo. Panna młoda musiała zatańczyć ze wszystkimi gośćmi weselnymi. Następnie zabierano rożne rzeczy i wieziono młoda do domu młodego. I tam goszczono się do północy.




Na koniec już dodam zdjęcie ślubne portretowe mojej babci i dziadka : Alfonsa i Ludwik Skotniccy .


jeszcze może kilka zdjęć:




Maria i Gracjan Chorążyczewski z Polesia - bo pięknie sa ubrani i wpisują mi sie w temat
( z bloga : http://cukierniapodamorem.blogspot.nl/2012/04/magda-wozniak-i-fina-konkursu.html )


http://kolorowyswiatnessy.blogspot.nl/2015/06/ach-co-to-by-za-slub.html

ślub z 1900 roku